°C

Igor Jovović: Wierzę, że się odbudujemy na mecz nr 2!

fot. Jacek Białogłowy
 

Właściwie to chyba nikt nie wie, co się dzisiaj stało z koszykarzami Stelmetu w pierwszym meczu półfinału Energa Basket Ligi. Zespół Igora Jovovića grał od początku katastrofalnie w obronie, a do tego popełniał juniorskie straty. A że z kolei torunianom wpadały nawet szalone rzuty z niewiarygodnych odległości to miejscowi spokojnie uciekali.

Faktem jest natomiast również, że część rzutów zza obwodu oddana była zupełnie bez obrony Stelmetu, któremu po niezłych pierwszych 3-4 minutach nagle opadły skrzydła.

Jak to możliwe, że ludzie, którzy mają na koncie wiele tytułów mistrzowskich, wiele play offów za sobą wyglądali na: a)zestresowanych, b)zdenerwowanych, c)rozkojarzonych, d)nieprzygotowanych do półfinału?

Po meczu nikt rozsądnie nie potrafił tego do końca wyjaśnić. Trener i zawodnicy przyznawali, że po ucieczce Polskiego Cukru mentalnie zespół z Zielonej Góry siadł. Czemu jednak tak doświadczona ekipa podniosła się dopiero w końcówce 3 kwarty, a wcześniej dopuściła do 27-punktowej przewagi gospodarzy(58-31 w 23 minucie)? Nie wiadomo.

-Gratuluję Toruniowi wygranej, całkowicie zasłużyli na to zwycięstwo. My otworzyliśmy ten mecz bez skupienia, brakowało koncentracji w I połowie, byliśmy miękcy w obronie, cierpieliśmy po łatwych stratach, co rywal wykorzystywał bezlitośnie budując wysoką przewagę. Zbudowali tę przewagę właściwie w ciągu 2 minut.

W II połowie graliśmy lepiej. Znaleźliśmy zawodników, którzy grali w końcu z energią, wkładali duży wysiłek w grę. Doprowadziliśmy do sytuacji, w której mogliśmy doprowadzić do tego, że strata zmaleje i będzie różnica, którą będzie można nawet w 1-2 posiadaniach zniwelować. Nie udało się no i musimy przygotować się do drugiego meczu – tak podsumował mecz trener Igor Jovović.

RZG zapytało Jovovića, jak to możliwe, że tak doświadczony zespół, jakim jest Stelmet nie grał nic w I połowie. Oto odpowiedź:

– Jak już mówiłem – Toruń zbudował wysokie prowadzenie w krótkim czasie, w ciągu 2-3 minut; Cel trafił kilka szalonych rzutów, Gruszecki zrobił co chciał i my się zaczęliśmy bać. Nie widziałem tego do tej pory u moich graczy. Tymczasem tu zaczęliśmy bać się podejmować decyzji, kiedy na przykład byliśmy w dobrej pozycji rzutowej; zaczęliśmy za dużo myśleć….O tym musimy porozmawiać i jestem na 100 procent pewien, że jesteśmy z nimi jeszcze w stanie powalczyć.

Pytaliśmy też o grę Michała Sokołowskiego, który grał słabo w obronie, mało dawał zespołowi w ataku. Igor Jovović mówił: -To nie czas, żeby kogoś wskazywać palcem; jako zespół nie zagraliśmy jak należy, ja zawiodłem jako trener…Nawet jeśli nie masz dnia to musisz grać na pewnym poziomie w playoffach, a dzisiaj duża część zespołu zagrał zdecydowanie poniżej swego poziomu, a u rywala tego nie było! Wykorzystali wszystkie przewagi – wiedzieliśmy, że Cel rzuca, że Gruszecki potrafi trafiać i zrobili sobie tu konkurs rzutów. Wierzę, że chłopcy mogą się odbudować i że zagramy lepiej w niedzielę.

Kolejne pytanie RZG o Michaela Humphreya – jak to możliwe, że człowiek przyspawany do ławki jest jednym z najlepszych w zespole; czy trener nie żałuje, że nie dawał mu więcej grać do tej pory? -Jak mogę żałować? – odparł Jovović. W EBL mamy zasady z 2 Polakami na parkiecie i cały czas trzeba tego pilnować….Michael to dobry dzieciak, który zawsze dobrze trenuje, jest lojalny wobec zespołu. Grał dzisiaj dobrze i mam nadzieję, że pomoże nam też w kolejnym meczu! Dzisiaj dał nam to, czego brakowało – biegał od kosza do kosza, blokował rzuty, dobijał..Tego nam od innych wysokich brakowało.

Czy Igor Jovović jest nadal optymistą po meczu nr I? -Musimy być optymistami. To jest dopiero początek serii, tu się gra do 3 zwycięstw. Wczoraj był podobny mecz. Anwil przegrywał już 25 punktami, ale wierzył i był o krok od wygranej…A w kolejnym meczu musimy być bardziej waleczni niż dziś.

Kończąc konferencję RZG zapytało czy zatem wszystko w dalszej części rywalizacji zależy od podejścia, głowy zawodników, czy coś trzeba zmienić w taktyce. A trener odpowiadał: -Nie widziałem nic nadzwyczajnego w taktyce. Oni byli bardziej skoncentrowani na szczegółach, wykorzystywali swoje pozycje; w II połowie, kiedy ruszyliśmy z tej głębokiej straty, byliśmy bardziej agresywni i zaczęliśmy stwarzać im problemy. Graliśmy w końcu to, co chcieliśmy. W playoffach nie ma czasu na wielkie analizy – musisz wyjść na parkiet jak mężczyzna, wygrywać pojedynki, skakać, zbierać piłkę, rzucać z ręką na twarzy. Musi być krew – bez tego nie wygrasz!!!

Komentuj odpowiedzialnie! Odnoś się do treści informacji, nie obrażaj rozmówców, nie używaj słów niecenzuralnych. Rozgłośnia zastrzega sobie prawo do moderacji komentarzy naruszających te zasady. Administratorem Twoich komentarzy jest Facebook, który może stosować do nich także "Zasady społeczności Facebooka".

W trosce o bezpieczeństwo użytkowników, komentarze zawierające linki nie są publikowane.



Skomentuj przez Facebooka

Polub naszą stronę na Facebooku